Przyjechałem do kliniki po dziewiętnastej. Zszedłem piętro niżej, stanąłem pod drzwiami szatni. Minuty mijały, nieco się niecierpliwiłem, jednak twój widok to wynagrodził.
Seksowna pielęgniarka w białym mundurku pojawiła się na końcu korytarza.
- Jest ktoś w szatni? - zapytałaś.
- A skąd mam wiedzieć, przecież nie mogę złapać za klamkę i tam wejść. Nie jestem pielęgniarką.
- Zamknięte - powiedziałaś z wyraźnym zadowoleniem.
Szatnia ma dużo metalowych szafek, pomiędzy nimi są drewniane ławeczki. Podobnie jak w szatni na basenie lub siłowni.
Stałaś przy otwartej szafce.
Odpięłaś guziki, zdjęłaś górę mundurku i podałaś mi.
- Wrzuć do torebki, muszę uprać - powiedziałaś.
- Ok.
- Odepniesz suwak spódnicy? - padło pytanie, choć odpowiedź była oczywista.
Spódnica opadła na podłogę.
Stałaś przede mną w białych majtkach i śnieżnobiałym biustonoszu. Bawełniany komplet z odrobiną koronki. Ja siedziałem na ławce.
- Mmm - zdołałem wydobyć z siebie.
Złapałem cię za biodra i pocałowałem brzuch.
- Masz ochotę... ? - dwuznacznie zapytałem.
Odpowiedziałaś uśmiechem.
Dotknąłem cipkę przez majtki.
Przesunąłem palce.
Czułem wargi i lekko odznaczającą się łechtaczkę.
Pocierałem krocze wykonując ruchy do przodu i tyłu.
Rozchyliłaś nogi.
Moje palce wślizgnęły się pod materiał i dotknęły wejście pochwy.
Jeszcze nie byłaś mokra.
Wstałem i pocałowałem cię.
Nie przerywając pocałunków wsunąłem dłoń w majtki, tym razem od góry, i rozchyliłem wargi.
Pieściłem wejście pochwy.
Czułem, że robisz się wilgotna.
- Powoli do celu - pomyślałem.
- Zdejmij spodnie i usiądź - powiedziałaś takim tonem, że nawet mi przez myśl nie przeszło by protestować.